Meaning Makers
← Artykuły
Baner artykułu z tytułem "Nie zmieniaj ich zdania. Wykorzystaj spójność działania."

Nie zmieniaj ich zdania. Wykorzystaj spójność działania.

Wojtek Mendyka

Dlaczego dużo łatwiej jest zjeść rozsądnie… po treningu niż przed nim?

I co to ma wspólnego z Twoją zmianą lub transformacją w organizacji?

Może to znasz. Ja wiem to z autopsji. Kiedy już ćwiczysz, zaczynasz pilnować diety, snu i codziennych wyborów. Te decyzje przestają być przypadkowe. Układają się w jeden kierunek i zaczynają się wzajemnie wspierać. Gdy treningu nie ma, ten układ szybko się rozpada i wszystko wraca do trybu „na bieżąco”. Czyli "nadprogramowe ciasteczko" jest OK, prawda?

To zjawisko raczej trudno wytłumaczyć samą motywacją czy dyscypliną. Bardziej trafne jest spojrzenie na to, jak działa ciągłość decyzji. Pierwsze działanie ustawia sposób myślenia o sobie, a kolejne wybory próbują się do tego dopasować. W pewnym momencie nie chodzi już o pojedyncze decyzje, tylko o utrzymanie kierunku, który został rozpoczęty.

Piękna sprawa, jeśli zaaplikowana do utrzymania zdrowego stylu życia.

Ten sam mechanizm działa jednak także poza sportem. W pracy, w projektach, w zespołach. Ludzie trzymają się rozwiązań, które znają, nawet jeśli przestały działać. Kontynuują sposób działania, który kiedyś miał sens, bo był wielokrotnie potwierdzony w praktyce.

W organizacji, która jest „w transformacji”, ten mechanizm przestaje pomagać. Zaczyna działać przeciwko zmianie. Im więcej rzeczy działało wcześniej, tym więcej powodów, żeby ich nie ruszać.

Jeśli chcesz wprowadzić zmianę, nie mierzysz się tylko z procesem czy narzędziem. Mierzysz się z czymś głębszym. Z mechanizmem, który utrzymuje ludzi przy tym, co już znają - nawet wtedy, gdy przestaje to działać.

Dlatego wiele zmian zatrzymuje się na poziomie zrozumienia. Nowe podejście jest logiczne, dobrze wyjaśnione i akceptowane na poziomie deklaracji. Problem zaczyna się w momencie przełożenia tego na działanie.

Co sprawia, że jedne zmiany realnie się dzieją, a inne kończą jako slajdy w PowerPoincie?

Żeby to zrozumieć, trzeba zejść poziom głębiej niż zachowanie. Tam, gdzie decyzje nie są już tylko logiczne.

Zmiana uderza w coś ważniejszego niż komfort

Uderza w to, kim jesteś. Przesada? Niekoniecznie.

W rozmowach o zmianie często pojawiają się argumenty związane z wygodą, przyzwyczajeniami albo oporem. To wszystko ma znaczenie, jednak pod spodem działa jeszcze jeden poziom.

Każda decyzja, którą podejmujesz, zaczyna budować historię o tym, jak działasz. Z czasem ta historia przestaje być tylko zbiorem działań. Zaczyna być czymś, do czego się odnosisz przy kolejnych wyborach. Zaczyna być trochę... Tobą.

Spójność i presja na realizację własnych decyzji - bez tego, cywilizacja byłaby pewnie nigdzie. Z drugiej strony, wszyscy wiemy, że czasem trzeba zmienić kurs.
Spójność i presja na realizację własnych decyzji - bez tego, cywilizacja byłaby pewnie nigdzie. Z drugiej strony, wszyscy wiemy, że czasem trzeba zmienić kurs.

Widać to bardzo dobrze w codziennej pracy. Jeśli przez lata korzystałeś z jednego sposobu przygotowania materiałów, prowadzenia spotkań czy budowania prezentacji, to nie jest już tylko technika. To jest Twój sposób działania. Twoje modus operandi.

Sam złapałem się na tym ostatnio przy bardzo prostej rzeczy. Zmiana w PowerPoincie (dziękuję Microsoft - Wasze nieustanne zmiany i "update'y" dostarczają mi bagażu historii na szkolenia) zabrała mi możliwość przygotowywania jednego z elementów dokładnie tak, jak robiłem to od lat. To tylko jakiś feature w aplikacji, prawda?

Nie prawda. Byłem z tego dumny. Lata temu znalazłem trick, który pozwalał mi tworzyć coś, czego nikt inny nie robił (potwierdzone wielokrotnie przez klientów).

Moja reakcja na zmianę tej funkcji w PowerPoint była natychmiastowa. Frustracja, próba znalezienia obejścia, skupienie na tym, żeby zachować dotychczasowy sposób pracy.

Dopiero po chwili pojawiła się refleksja, że może ten sposób nie był jedynym możliwym rozwiązaniem. Ta myśl nie pojawiła się od razu, bo pierwszą reakcją była potrzeba utrzymania tego, co już działało. I nie - mimo to nie wybaczam Microsoftowi.

To dobrze pokazuje, jak działa spójność. Kiedy coś robimy przez dłuższy czas, mózg traktuje to jako bezpieczny kierunek i próbuje go utrzymać. Przede wszystkim jednak, w wielu przypadkach zaczyna to traktować jako to, kim jesteśmy. Nawet jeśli to tylko mała część Twojej "osoby".

A próba zmiany tego, kim jesteś może rodzić opór, prawda?

Dlaczego małe „tak” prowadzi do dużych decyzji

Czy uważasz, że bezpieczna jazda w mieście jest ważna?Zapewne tak. Większość osób odpowiada twierdząco. To jest prosta deklaracja, z którą trudno się nie zgodzić.

OK, więc logicznie, czy w związku z tym zgodzisz się na wielki baner "Jedź bezpiecznie" przed Twoim domem?

Tutaj już chyba będzie gorzej, prawda?

W jednym z badań opisanych przez Roberta Cialdiniego w klasycznej książce Influence poproszono ludzi dokładnie o to. Jednej grupie zaproponowano umieszczenie dużego baneru „Jedź bezpiecznie” przed domem. Większość odmówiła. Taki krok był zbyt duży i zbyt widoczny.

W drugiej grupie zaczęto od małego działania. Niewielka naklejka z tym samym hasłem. To była drobna rzecz, która nie wymagała dużego zaangażowania. Wiele osób się zgodziło. Po pewnym czasie wrócono z prośbą o baner. Jak myślisz co się stało tym razem? Tym razem liczba zgód była znacząco wyższa. Wzrost sięgał kilkuset procent.

Nie zmieniła się idea. Zmieniło się to, że ludzie mieli już za sobą pierwszy krok. Zaczęli widzieć siebie jako osoby, które wspierają ten kierunek. Spójność buduje się przez małe działania. Duże decyzje są często ich konsekwencją.

Ludzie nie reagują na cele. Reagują na początek.

Ten mechanizm widać wszędzie. Tylko zwykle go nie zauważamy. Programy lojalnościowe są jednym z najbardziej czytelnych przykładów, bo pokazują to w bardzo prosty sposób.

Programy lojalnościowe to mój "behawioralny konik". To też wprowadza moją rodzinę i znajomych w osłupienie. Dlaczego? Bo świadomie unikam kart z punktami i naklejek, zbierania znaczków i innych wynalazków.

Kiedy ktoś przy kasie w Żabce pyta, czy mam kartę, odpowiadam, że nie. Nie dlatego, że nie widzę korzyści. Dlatego, że widzę bardzo dobrze, co się dzieje dalej.

Mam dużą potrzebę autonomii i wyraźną niechęć do sytuacji, w których ktoś próbuje mnie wciągnąć w proces bez mojego pełnego udziału. Wiem, że każda pieczątka, każde zeskanowanie karty to nie jest niewinny dodatek. To początek historii, w którą mam wejść i którą później będę chciał domknąć.

Każde takie działanie buduje zaangażowanie. Na początku wygląda to jak drobna czynność. Z czasem zaczyna działać mechanizm, który przesuwa uwagę z wartości nagrody na potrzebę dokończenia tego, co zostało rozpoczęte.

Ten efekt został bardzo dobrze pokazany w innym badaniu Cialdiniego - dotyczącym myjni samochodowych. W eksperymencie wzięły udział dwie grupy klientów. Każda liczyła 150 osób. W pierwszej grupie rozdano karty lojalnościowe z ośmioma pustymi polami. Po ośmiu myciach klient otrzymywał darmową usługę.

W drugiej grupie rozdano bardzo podobne karty. Różnica polegała na tym, że karta miała dziesięć pól, z czego dwa były już wypełnione na starcie. Formalnie warunki były identyczne. W obu przypadkach klient musiał wykonać osiem myć, żeby otrzymać nagrodę.

Klasyka. Pamiętaj, teraz już wiesz, czemu dostałeś dwie pieczątki w kawiarni.
Klasyka. Pamiętaj, teraz już wiesz, czemu dostałeś dwie pieczątki w kawiarni.

Efekt był wyraźny. W drugiej grupie ponad dwa razy więcej osób dochodziło do końca programu. Nie zmienił się wysiłek, nie zmieniła się nagroda, nie zmieniły się warunki. Zmieniło się tylko to, że ludzie mieli poczucie, że już są w trakcie.

Ludzie rzadko reagują na sam cel. Reagują na to, czy czują, że już zaczęli.

Dlatego następnym razem, gdy barista da Ci dwie pieczątki na nowej karcie w kawiarni, możesz się do niego uśmiechnąć i szepnąć: "Wiem, co robisz... ".

Żartuję, nie mów mu tego.

Najtrudniejszy moment to przełączenie

Największy koszt zmiany pojawia się na samym początku.

W wielu sytuacjach wyzwaniem nie jest wysiłek, tylko moment rozpoczęcia. To przejście z braku działania do działania wymaga najwięcej energii poznawczej. W Meaning Makers często nazywamy to „the Switch”. Ustawienie się na właściwym torze decyduje o tym, co wydarzy się dalej i w którą stronę pójdą kolejne decyzje.

Widać to dobrze na przykładzie treningu. Wiesz, jak to jest. Najtrudniejsze jest wyjście z domu i rozpoczęcie pierwszego ćwiczenia. Pojawia się opór, wymówki i odkładanie decyzji. Kiedy już jesteś na miejscu i zaczynasz się ruszać, ciało wchodzi w rytm, a głowa przestaje negocjować każdy kolejny krok. Dlatego od lat powtarzam wszystkim, że największym predyktorem sukcesu w wejściu na ścieżkę budowania formy, jest odległość jaką musisz pokonać by znaleźć się na siłowni.

Podobnie jest z dziećmi i sprzątaniem (temat u mnie na tapecie obecnie). Prośba o ogarnięcie całego pokoju brzmi jak duże zadanie i wywołuje opór. Prośba o odłożenie jednej rzeczy jest konkretna i wykonalna. W wielu przypadkach po tej pierwszej czynności pojawiają się kolejne, bez dodatkowego nacisku.

Przygotowanie prezentacji działa w podobny sposób. Otwarty, pusty slajd potrafi zatrzymać na długo. Trudno zdecydować, od czego zacząć i jak to ułożyć. Wystarczy jednak wpisać pierwsze zdanie, dodać jeden wykres albo szkic struktury. Nagle pojawia się punkt odniesienia i reszta zaczyna się układać. Ile prezentacji tak zacząłem i skończyłem? Nie zliczę.

Ten moment przełączenia zmienia sposób myślenia. Zamiast zastanawiania się, czy zacząć, pojawia się naturalna chęć kontynuowania tego, co już zostało rozpoczęte.

Im więcej włożyłeś, tym trudniej się wycofać

Spójność łączy się z mechanizmem, który w psychologii nazywamy efektem utopionych kosztów. Każda decyzja, w którą wkładasz czas, energię i uwagę, zaczyna mieć dla Ciebie większe znaczenie niż wynika to z samego efektu tej decyzji.

Z punktu widzenia mózgu to jest logiczne. Każda inwestycja zostawia ślad. Poświęcony czas, wysiłek, zaangażowanie emocjonalne. Rezygnacja oznaczałaby uznanie, że te zasoby nie przyniosły tego, czego się spodziewałeś. To tworzy napięcie, które mózg próbuje ograniczyć.

Dużą rolę odgrywa tu mechanizm unikania straty. Strata boli bardziej niż cieszy zysk o tej samej wartości. W praktyce oznacza to, że dużo mocniej odczuwasz myśl o „zmarnowanym czasie” niż potencjalną korzyść z podjęcia lepszej decyzji teraz. Mózg woli utrzymać dotychczasowy kierunek niż zmierzyć się z tą stratą.

Do tego dochodzi omawiana potrzeba spójności. Jeśli przez dłuższy czas działałeś w określony sposób, zaczynasz budować przekonanie, że to była właściwa decyzja. Każdy kolejny krok wzmacnia tę historię. W pewnym momencie nie bronisz już samego działania. Bronisz sensu wcześniejszych wyborów.

Dlatego kończymy książki, które nas nie wciągają, oglądamy filmy do końca i ciągniemy projekty, które dawno przestały mieć uzasadnienie. W każdej z tych sytuacji działa ten sam schemat. Kontynuacja jest psychicznie łatwiejsza niż zatrzymanie się i zmiana kierunku.

W organizacjach ten efekt rośnie razem ze skalą. Im dłużej trwa projekt, im więcej osób jest zaangażowanych i im więcej zasobów zostało już wykorzystanych, tym trudniej jest powiedzieć „zatrzymajmy się”. Pojawiają się dodatkowe uzasadnienia, raporty, argumenty. Historia decyzji zaczyna się domykać sama i wzmacniać swój sens.

Ten mechanizm widać też w procesach zakupowych... W momencie, gdy zaczynasz konfigurować produkt, wybierasz opcje i dopasowujesz szczegóły, uruchamia się coś więcej niż analiza. Tworzysz mentalne poczucie posiadania.

Produkt przestaje być jedną z wielu opcji. Zaczyna być „Twoją wersją”. Widzisz go w konkretnym kontekście, wyobrażasz sobie, jak go używasz. W tym momencie decyzja zaczyna być powiązana z tym, jak widzisz siebie w przyszłości. To wszystko sprawia, że wycofanie się staje się trudniejsze, nawet jeśli pojawiają się lepsze alternatywy.

Miałem tak niedawno przy okazji zakupu samochodu. Przejechałem się, zrobiłem fotki. Dużo o tym myślałem. Oglądałem zdjęcia... i nagle, jakby nie wiadomo skąd, zacząłem czuć się, że to auto jest już trochę moje. Ostatecznie go nie kupiłem - i dobrze, wyszło parę krzaków. Ale na pewno musiałem zapanować nad swoim instynktem, całkowicie zbudowanym na spójności i utopionych kosztach.

Można to wszystko świadomie wykorzystać w rozmowach o zmianie. Jeśli ktoś zaczyna inwestować uwagę, podejmować pierwsze decyzje i widzieć siebie w nowym sposobie działania, rośnie szansa, że będzie chciał ten kierunek utrzymać.

Zamiast walczyć wprowadzając "nowe", spróbuj im pokazać, że to w pewnym sensie jest kontynuacja tego co i tak robią - w co i tak wierzą. To nie rewolucja. To ewolucja.
Zamiast walczyć wprowadzając "nowe", spróbuj im pokazać, że to w pewnym sensie jest kontynuacja tego co i tak robią - w co i tak wierzą. To nie rewolucja. To ewolucja.

Dysonans poznawczy - klucz do przestawienia myślenia

W tym miejscu widać, dlaczego wiele inicjatyw zmian kończy się na poziomie deklaracji. Próba wprowadzenia nowego rozwiązania często ignoruje fakt, że ludzie mają już swoją historię decyzji, doświadczeń i przekonań.

Zmiana, która koncentruje się wyłącznie na przyszłości, pomija to, co już zostało zbudowane. W efekcie jest odbierana jako coś obcego, zamiast naturalnej kontynuacji. Jeśli ktoś przez lata podejmował decyzje w określony sposób, to zmiana nie jest dla niego tylko nową instrukcją. To propozycja przepisania części jego dotychczasowej historii.

Jednym ze sposobów pracy z tym mechanizmem jest pokazanie niespójności między deklaracjami a działaniami. Nazywamy to dysonansem poznawczym.

Wyobraź sobie zespół, który mówi, że najważniejsza jest jakość obsługi klienta. W rozmowie wszyscy się z tym zgadzają. Kiedy jednak spojrzysz na dane, okazuje się, że większość zgłoszeń jest zamykana jak najszybciej, bez realnego rozwiązania problemu. Zamiast to oceniać, możesz zadać jedno pytanie: jak to, co robimy dzisiaj, wspiera jakość, o której mówimy? W tym momencie pojawia się napięcie, które trudno zignorować.

Drugi przykład dotyczy pracy projektowej. Zespół deklaruje, że zależy mu na współpracy i przepływie informacji. W praktyce większość decyzji zapada w wąskim gronie, a reszta dowiaduje się o nich po fakcie. Wystarczy pokazać konkretną sytuację z ostatniego projektu i zapytać, na ile to było zgodne z tym, co uznajemy za ważne. Nie trzeba niczego dopowiadać. Różnica staje się widoczna sama.

Kiedy ktoś widzi, że jego obecne zachowanie nie pasuje do tego, co uważa za ważne, pojawia się napięcie poznawcze. To uruchamia potrzebę jego rozwiązania. Część osób zmienia sposób myślenia, inni zmieniają działanie. W kontekście pracy z klientem lub zespołem to moment, w którym można otworzyć przestrzeń do rozmowy o zmianie.

Kluczowe jest jednak to, aby nie zaczynać od konfrontacji, tylko od zbudowania świadomości.

Ale to nie jedyna droga. Największy zwrot z wpływu na zmianę osiągniesz nie poprzez walkę o nowe nawyki, tylko poprzez powiązanie ich z tym co ludzie już robią...

Jak wykorzystać spójność w Twojej zmianie

Zmiana rzadko przegrywa dlatego, że jest nielogiczna. Przegrywa, bo jest oderwana od tego, co ludzie już zrobili i w co już weszli. Jeśli chcesz, żeby ktoś zmienił sposób działania, nie możesz zaczynać od zera. Musisz pracować na tym, co już istnieje.

Stosuję to sam na sobie. Skoro powiedziałem A.... to nie mogę teraz odpuścić, prawda?
Stosuję to sam na sobie. Skoro powiedziałem A.... to nie mogę teraz odpuścić, prawda?

Ludzie chcą być spójni ze swoimi decyzjami i działaniami. Jeśli to uwzględnisz, przestajesz przekonywać, a zaczynasz prowadzić ich przez proces, który jest dla nich naturalny.

To podejście składa się z czterech elementów, które możesz zastosować w praktyce.

1. Zacznij od tego, co oni już uważają za ważne

Co ludzie już dziś uznają za ważne w tym obszarze? Zamiast zaczynać od prezentacji rozwiązania, zacznij od rozmowy. Pozwól ludziom nazwać, co ma dla nich znaczenie. Może to być jakość pracy, czas reakcji, poziom obsługi klienta albo wyniki zespołu. Kiedy to wypowiadają, tworzą własny punkt odniesienia.

W organizacji może to wyglądać jak warsztat lub spotkanie, na którym zespół sam definiuje, co chce poprawić. Taka deklaracja nie jest jeszcze zmianą, ale staje się fundamentem pod kolejne kroki.

2. Pokaż, że oni już są w ruchu

Gdzie ta zmiana już się wydarzyła, nawet w małej skali? Ludzie rzadko zaczynają od zera. W większości zespołów są już pojedyncze działania, które idą w dobrym kierunku. Problem w tym, że nikt ich nie nazywa i nie łączy w większą całość.

W praktyce możesz pokazać konkretne sytuacje, w których ktoś już działa zgodnie z nowym podejściem. Przykład z projektu, fragment rozmowy z klientem, decyzja podjęta inaczej niż zwykle. To zmienia perspektywę. Zamiast „musimy zacząć”, pojawia się „my już to robimy”.

3. Wzmacniaj to, co już działa

Co już zostało zrobione, co warto utrzymać i rozwijać? Większość komunikacji zmiany skupia się na tym, czego jeszcze nie ma. To naturalnie obniża energię. Inne podejście polega na zauważaniu i wzmacnianiu tego, co już działa.

W organizacji może to oznaczać regularne wracanie do konkretnych przykładów postępu. Krótkie podsumowania, case’y z zespołu, nazwanie tego na forum. To buduje poczucie, że zmiana nie jest odległym celem, tylko procesem, który już trwa.

4. Zaprojektuj pierwszy, mały krok

Jaki jest najprostszy ruch, który ktoś może wykonać od razu? Duże zmiany blokują, bo są trudne do uchwycenia. Małe działania uruchamiają ruch, bo są konkretne i wykonalne. Kluczowe jest to, żeby ten pierwszy krok był jasny i możliwy do wykonania bez dodatkowych zasobów.

W praktyce może to być jedna zmiana w sposobie prowadzenia spotkania, jedno pytanie zadane klientowi, jeden element raportu przygotowany inaczej. Ten ruch ustawia kierunek i sprawia, że kolejne działania zaczynają się pojawiać naturalnie.

Zmiana zaczyna się w miejscu, w którym ktoś widzi ciągłość, a nie zerwanie. Jeśli pokażesz ludziom, że już są w drodze, nie musisz ich pchać do przodu. Wystarczy pomóc im zrobić kolejny krok, który będzie dla nich naturalny.

Siłownia w domu

W ćwiczeniach na siłowni najtrudniejszy moment to nie jest seria ćwiczeń ani ostatnie powtórzenie. To moment, w którym zakładasz buty i wychodzisz z domu.

Wiem to z autopsji i w 100% wierzę w to, co przeczytałeś w tym artykule. Dlatego właśnie zrobiłem siłownię w domu.

Bo najtrudniejsza jest chwila, w której przełączasz się z myślenia na działanie. Kiedy już jesteś w ruchu, kolejne decyzje zaczynają się dopasowywać. Jedzenie, sen, regeneracja. Wszystko zaczyna iść w jednym kierunku, bo pojawił się pierwszy krok.

Dokładnie ten sam schemat widać w pracy.

Jeśli przez lata przygotowujesz prezentacje w jeden sposób, budujesz do tego własne skróty, nawyki i poczucie kontroli. Zmiana narzędzia albo sposobu pracy nie jest wtedy tylko zmianą techniczną. To moment, w którym trzeba puścić coś, w co już zainwestowałeś czas i uwagę. Pojawia się opór, nawet jeśli nowe rozwiązanie ma sens.

Z drugiej strony wystarczy jeden ruch w nowym kierunku. Jeden slajd przygotowany inaczej, jedna decyzja podjęta w nowym schemacie, jedno spotkanie poprowadzone w inny sposób. To zaczyna budować nową historię. Od tego momentu kolejne działania mają się do czego odwołać.

Zmiana rzadko zaczyna się od wielkiej decyzji. Zaczyna się od momentu, w którym ktoś robi pierwszy krok i zaczyna widzieć siebie inaczej. Od tego momentu kolejne działania przestają być pojedynczym wysiłkiem. Zaczynają układać się w kierunek, który chce się utrzymać.

Dlatego w pracy z ludźmi mniej chodzi o zmianę zdania. Więcej o stworzenie sytuacji, w której ktoś zaczyna działać w nowy sposób i ma powód, żeby to kontynuować.

Teraz Ty

Pytanie, które zostaje, jest proste.

Gdzie dziś próbujesz przekonać ludzi do zmiany, zamiast pomóc im zrobić pierwszy krok, który ustawi ich w nowym kierunku?

Chcesz porozmawiać o tym, jak przełożyć to na codzienną pracę Twojego zespołu?

Porozmawiajmy

Oryginał na LinkedIn